Twarze tragedii
Z TRZECIEJ STRONY >
„Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”
Trzęsienie ziemi na Haiti przyniosło śmierć 150 tysięcy osób. To nie jest robiąca mniejsze lub większe wrażenie liczba, ale sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Każda ofiara tej tragedii miała twarz, to sto pięćdziesiąt tysięcy twarzy kobiet, mężczyzn, dzieci. Gdybyśmy poświęcili cały numer PoPolsku na wydrukowanie listy ofiar tego kataklizmu, publikowalibyśmy ją przez pół roku. I byłyby to tylko imiona i nazwiska, a przecież każda z tych osób miała swoją historię, swoje plany, marzenia, bliskich, którzy – o ile również nie zginęli pod gruzami – muszą radzić sobie w postapokaliptycznej rzeczywistości.
Niestety, zobojętniali na dziejące się wokół nieszczęścia, zazwyczaj musimy sami się o nie otrzeć, aby choć trochę zrozumieć dotkniętych nimi ludzi. Co więcej, im dalej od nas, im bardziej egzotyczne rejony świata, tym mniej ruszają nas rozgrywające się tam tragedie. Tak jakby ubóstwo tych krajów, odmienność kulturowa ich mieszkańców w jakiś sposób zmniejszała dramatyzm sytuacji.
Szkoła językowa, do której chodzi moja córka, wspiera charytatywnie szkołę w Kenii. Dodajmy, że owa pomoc koordynowana jest przez Norwega. Ludzka chęć pomocy nie zna granic i dobrze, że przynajmniej w Europie nie ograniczają jej już szlabany. Niedawno towarzyszyłem córce na spotkaniu z przedstawicielami tej placówki. Obserwując dzieci chłonące film pokazujący ciężką codzienność w tym odległym kraju, ja sam właściwie powinienem wzruszyć ramionami. Nie takie obrazki, w dodatku lepiej skręcone, codziennie serwują nam serwisy informacyjne, prześcigające się, kto pierwszy i bardziej efektownie pokaże nieszczęście innych. Mój wzrok padł jednak na siedzącą na wyciągnięcie ręki dyrektor wspomnianej szkoły. Ukradkiem ocierała łzy. Dotarło do mnie, że owe sączące się z projektora obrazy to jej codzienność, nie mniej prawdziwa, a na pewno bardziej ponura niż świat za oknem. To stamtąd przyjechała, tam wróci. Dzięki pomocy m.in. zgromadzonych w tej małej salce ludzi – może z trochę większą nadzieją na przyszłość.
Abstrakcyjna dotąd tragedia afrykańskich dzieci zyskała jej twarz. Co więcej, w jakiś sposób bliższe stały mi się dramaty ludzi nawet z odległych zakątków świata.
Jeszcze ponad tydzień po kataklizmie na Haiti pojawiały się informacje na temat odnalezionych pod gruzami ocalałych. Ostatnia taka depesza mówi o dwudziestolatku, który zdołał przeżyć 11 dni. Zdawałoby się, że wiadomość taka to jedynie medialna sensacja. Czymże jest jeden ocalony wobec 150 tysięcy, którzy zginęli pod gruzami, z których wielu może nawet nigdy nie zostanie odnalezionych, zidentyfikowanych, godnie pochowanych. „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat” – mówi jedna z mądrości Talmudu, często przywoływana w kontekście Holocaustu. Każdy uratowany spod gruzów człowiek to jedno uratowane istnienie. Cały świat.
Oto czytam, że 109 haitańskich dzieci, adoptowanych przez holenderskie rodziny, przyleciało szczęśliwie do Eindhoven. Wobec kataklizmu przyspieszono procedurę adopcyjną. Znów powinienem wzruszyć ramionami. Czymże jest owa setka dzieciaków wobec 150 tysięcy zabitych, półtora miliona pozostawionych bez dachu nad głową.
Jakiś czas temu opisaliśmy w PoPolsku historię adopcji polskich dzieci, które właśnie w Holandii odnalazły rodzinne ciepło. Podobnie każdy z adoptowanych Haitańczyków ma swoją nie mniej przejmującą historię. Od czasu trzęsienia ziemi pracownicy UNICEF codziennie zabierają z ulic dwa tysiące haitańskich dzieci, jednocześnie starając się uchronić je przed nasilającymi się po kataklizmie porwaniami. Teraz chociaż sto z nich (a i inne dzieci, które w podobnych okolicznościach przyleciały np. do Francji) ma przed sobą szanse na nowe, lepsze życie. Kto ratuje jedno życie, ratuje świat.
W jakże inny od materiałów w serwisach informacyjnych sposób dramat na Haiti ukazał „Magazyn Ekspres Reporterów” TVP2. Kameralny reportaż (można go znaleźć w internecie) nakręcono w domu jednego z powracających z misji polskich ratowników.
„Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić” – mówi po prostu bohater reportażu, Rafał Kotuła, skromny ratownik, pewnie młodszy ode mnie. Przebitka na zniszczone ulice Haiti. Leżące wokół ciała, twarze tragedii zasłonięte brudnymi szmatami. Mała Haitanka uśmiecha się opatulona w termoizolacyjny koc, powoli porusza palcami, jakby sprawdzając, czy nie straciła władzy w ręce, powoli sączy się kroplówka trzymana cierpliwie przez kucającego przy resztkach ściany ratownika. Zderzenie z uśmiechniętymi córeczkami bohatera reportażu w pełnym zabawek pokoju.
Żona Iza ociera łzy. „Co pani mówiła dzieciom?” – pyta zza kadru reporter. „Prawdę. Że tatuś poleciał ratować ludzi, ratować dzieci” – odpowiada kobieta. Dalej opowiada o pobycie pod nieobecność męża z córką w szpitalu. Julka tłumaczyła dzieciom, że jej ojciec nie przyjedzie do niej w odwiedziny, bo „pojechał świat ratować”.
Tak, już ta jedna uratowana haitańska dziewczynka to cały świat.
01.29.10
Kordian Krawczyk