Nowy prymas i co z tego?
BEZ POLITYKI >
„Fakt zmiany na fotelu biskupa diecezji Bruksela-Mechelen nie obszedł się bez pewnych kontrowersji"
Mamy nowego zwierzchnika Kościoła belgijskiego. Kardynał Danneels odszedł na emeryturę. Polskich katolików zaludniających Belgię średnio interesuje, czy tutejszy szef hierarchii ma na imię Godfried czy André. Dla nas ważny jest nasz opiekun duchowy, który prawi nam co niedziela kazania. Podczas nabożeństwa pada jednak imię urzędującego z Bożej łaski i woli papieża dostojnika kościelnego. Jako żeśmy w Belgii więcej niż przejazdem, posłuchajcie, bracia mili, w czym rzecz.
Fakt zmiany na fotelu biskupa diecezji Bruksela-Mechelen nie obszedł się bez pewnych kontrowersji. Stary, dobry kardynał Danneels miał opinię człowieka dialogu, tolerancyjnego, otwartego, ogólnie – mądrego. Wedle komentatorów miał być bardzo belgijski – negocjujący, drogą kompromisów tudzież ustępstw dochodzić miał do nieraz trudnego porozumienia. Tak było np. w sprawie prezerwatyw, których czcigodny sługa Kościoła nie pochwalał, rzecz jasna, ale ich użycie z powodów oczywistych uważał za dopuszczalne. To oficjalne stanowisko w niby banalnej sprawie przyniosło mu sympatię wielu i niesmak tyluż. Danneels miał rozumieć ducha przemian. Jan-Pierre Poncin, duchowny z Namur, mówi o nim, iż jest wyznawcą zasady, że ludzkość czerpie z wiary w Boga i w człowieka. Tego miał nasz kardynał się trzymać podczas sprawowania swojej duszpasterskiej misji. Bliżej człowieka mogło znaczyć: nieco dalej od poprawnej z definicji hierarchii kościelnej.
Na temat kolejnej drażliwej kwestii z gatunku obyczajowych – homoseksualizmu – wypowiadał się kardynał ostrożnie, przyznając jednak, że jest to ludzką przypadłością, choć raczej sugerował powstrzymywanie się niż aktywność. Nie był jednak jednoznacznie przeciw, nikt nie mógł mu zarzucić homofobii czy innych przejawów spontanicznej odrazy. To zasadniczo różni go od André-Mutien Léonarda. Trzy lata temu nazwisko ówczesnego biskupa Namur pojawiło się w kontekście jego jednoznacznie nieprzychylnych wypowiedzi dotyczących homoseksualizmu. Biskupowi „chlapnęło się” również, że epidemia AIDS jest rodzajem sprawiedliwości bożej. Ot, poczucie humoru, które nie wszyscy właściwie rozumieją.
Kościół belgijski to kościół często pusty. Księży mało, powołań mało. Z tym problemem ma sobie poradzić następca Danneelsa. Tyle dowiadujemy się z oficjalnych deklaracji. Przeciwnicy André-Mutien Léonarda, krytykując jego wybór, powołują się na konserwatyzm biskupa. Obawiają się, że nowy kurs w belgijskim Kościele wywieje z niego resztki wiernych. Co do księży, cóż, póki co „importuje się” ich z zagranicy. „U nas jest inaczej niż we Francji. Belgia nie jest krajem laickim, tylko neutralnym, co za tym idzie – udało nam się wypracować sposób na prowadzenie dialogu między osobami świeckimi a reprezentantami różnych wyznań. W tym dialogu rolę nie do przecenienia grał kardynał Danneels” – mówi wicepremier belgijskiego rządu Laurette Onkelinx, wyraźnie niezadowolona z wyboru nowego szefa kościelnej hierarchii.
Wygląda na to, że łatwy dialog przerodzi się w chłodną konwersację na tematy ogólne z gorętszymi momentami. Kościół spolegliwy stanie się Kościołem mrukliwym (nie pozbawionym jednak dowcipu), a ci, co nie uczęszczali na niedzielne nabożeństwa z powodu zbytniego rozluźnienia obyczajów, teraz będą mogli pójść na przyzwoitą katolicką mszę. Jak mówi ksiądz Dangoisse, zwolennik kardynała André-Mutien Léonarda, „msze juplala nie zbawią ludzi, ponieważ msza to nie show”.
Dla nas, przyzwyczajonych do twardego języka polskich duchownych, to w sumie żadna znacząca zmiana. Nauczyliśmy się wiedzieć swoje, a i do kościoła chodzić po swoje. Tu jesteśmy zdecydowanie „dojrzalsi w wierze” niż nasi bracia Belgowie, którzy, jeśli przejrzeć chociażby wypowiedzi internautów, sprawę traktują zbyt serio. Oni mogą wziąć na poważnie osobowościową niekompatybilność biskupa Andre i podnieść bunt. Będzie to oczywiście bunt bierny. Ot, po prostu zniechęcenie. A może jednak czeka nas nawrót powołań i koniec herezji? Sugeruję obserwować, ale niczego nie brać zbyt poważnie. Tę radę proszę przekazać znajomym Belgom.
01.29.10
Maciej Hilarowicz